sobota, 4 marca 2017

INNISFREE NO SEBUM & ARITAUM PORE MASTER RECENZJA PUDRÓW MINERALNYCH

koreanskie kosmetyki innisfree aritaum puder mineralny sebum

Lato idzie wielkimi krokami a wraz z nim upał, któremu wiele z nas zawdzięcza 'przepiękny połysk' na twarzy. Walczymy z nim za pomocą bibułek do sebum czy pudrów matujących, które zawsze musimy mieć przy sobie bo w upalne dni kilka razy trzeba ten nosek przypudrować.
Niestety częste dokładanie warstwy pudru kończy się efektem obleśnego ciasta na twarzy. Na szczęście jakiś czas temu natknęłam się na puder od Innisfree, który stał się moim najlepszym letnim przyjacielem.


Są dwie wersje pudru. Prasowany i sypki. Ja mam akurat ten sypki ale następnym razem chyba spróbuję też tego drugiego, może się okazać, że będzie mi jeszcze bardziej odpowiadał. W opakowaniu znajdziemy 5 gram białego pudru mineralnego o lekko miętowym zapachu. Do opakowania dołączony jest aplikator ale radzę nakładać go pędzlem dla lepszego efektu.


Długi czas używałam 'pożeracza sebum' od Innisfree aż pewnego razu zobaczyłam w Aritaum bardzo podobne pudełeczko z identycznym białym proszkiem w środku. Z racji że Pore Master o wiele bardziej odpowiada mi zapachowo (nie lubię miętowego zapachu pudru od Innisfree) od razu wylądował w koszyku i dołączył do mojej kolekcji.


Oba produkty mają prawie że identyczny skład dlatego też ich działanie niczym się nie różni. Warto wspomnieć, że zarówno Aritaum jak i Innisfree należą do tego samego koncernu kosmetycznego 'Amore Pacific', stąd też wiele prawie że identycznych produktów znajdziemy pod inna nazwą i w innym opakowaniu. Aritaum też ma wersję w kompakcie i jak już mówiłam mam zamiar ją wypróbować następnym razem. Kupiłam jeszcze primer z tej samej serii, żeby uzyskać jeszcze lepszy efekt ale okazało się, że zupełnie się u mnie nie sprawdza (tak jak każdy primer, jaki testowałam) i się go pozbyłam.


innisfree aritaum sebum puder mineralny

Ze zwykłych pudrów zrezygnowałam już jakiś czas temu. Nie podobało mi się, że uwidaczniają suche skórki i zmarszczki. Po przeżyciu pierwszego lata w Korei, gdzie upał idzie w parze z ogromną wilgocią powietrza, i gdzie w pięć minut po nałożeniu makijażu na twarzy pojawiają się kropelki potu stwierdziłam, że już chyba lepiej się świecić niż chodzić z taką okropnie 'roztopioną' twarzą. Chyba nic nie wygląda gorzej niż ciasteczkowy potwór na twarzy. Na szczęściedwa lata temu natrafiłam na ten puder mineralny i został on już ze mną do dzisiaj. A jest to wyczyn bo ja rzadko kupuję drugi raz ten sam kosmetyk.
Za co go lubię? A za to, że jest transparentny, naturalnie matuje i daje długotrwały efekt. Należy go jednak umiejętnie nakładać (najlepiej pędzlem) bo może bielić. Nie będzie on też odpowiedni dla osób, które potrzebują dodatkowego krycia.

Dzisiaj nałożyłam puder tylko na jedną część twarzy, żeby porównać jak będzie ona wyglądała po dziesięciu godzinach łażenia po mieście przy dwudziestu ośmiu stopniach.




Jak widać po stronie bez pudru fluid się roztopił, co niezbyt estetycznie wygląda. Na zdjęciu aż tak tego nie widać ale niepomalowana część twarzy znacznie bardziej się świeci i po przyłożeniu do niej dłoni można poczuć nieprzyjemne klejenie się. Warto dodać, że przez dziesięć godzin ani razu nie poprawiałam makijażu.

Jest to jeden z produktów, który mogę polecić z czystym sercem. Ja osobiście jestem bardzo zadowolona z efektu jaki daje. Używają go wszystkie moje koleżanki z cerą mieszana lub tłustą. Producent pisze, że puder ten ma jeszcze więcej zastosowań tj. primer pod cienie do oczu, suchy szampon, baza pod tusz do rzęs i jeszcze kilka innych. Jako suchy szampon na pewno się sprawdzi bo pożera tłuszcz żywcem ale 5 gram nie wystarczy chyba na zbyt wiele aplikacji i moim zdaniem jednak lepiej zaopatrzyć się w suchy szampon. Co do reszty zastosowań to jeszcze nie próbowałam ale jak zrobię testy to na pewno dam znać.

To by chyba było na tyle. U mnie już trzecia w nocy i wypadałoby już iść spać.
Wam życzę przyjemnego wieczoru :)
Pozdrawiam, J.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz