niedziela, 29 listopada 2015

Moja pierwsza wizyta u fryzjera w Korei.

Z racji, że jeszcze nigdy nie wyszłam od fryzjera zadowolona, to unikam go jak ognia. Ale tym razem coś mnie wzięło i postanowiłam pójść sprawdzić czy koreański fryzjer też zrobi mi tragedię z włosów czy może będzie całkiem git.

Ostatni raz byłam w takim salonie może z siedem lat temu. Przez ten czas sama się obcinałam czy też farbowałam. Przez ostatnie kilka lat w ogóle nic z włosami nie robiłam, wróciłam do swojego koloru i tylko co jakiś czas podcinałam końcówki.

Ok, zobaczmy co tam zrobili mi na tej głowie. Niestety fotki z komórki nie oddają dokładnie efektu końcowego ;(

Tutaj moje naturalne, strasznie zaniedbane włosy. Przez ostatni rok nie miałam czasu nakładać na nie odżywki i oto taki efekt ;/

Żeby uszka się nie pobrudziły ;>

Powiedziałam, żeby robiły, co tylko chcą z moimi włosami. Postanowiły (były ich aż trzy!!) rozjaśnić mi końcówki i zrobić kilka pasemek.

Z racji, że mam o wiele cieńsze włosy niż Koreanki, w obawie, że się popalą już po chwili po nałożeniu farby zmyły mi ją.
(Jaka fota o.O)

Tutaj nakładały jakąś maskę czy serum, po czym znów umyły mi głowę.

Okazało się, że kolor nie wyszedł taki, jaki miał być, wiec jeszcze raz farba wylądowała na mojej głowie.

Po kolejnym myciu, nałożono mi na włosy jakieś specyfikiem, które mają za zadanie przywrócić zdrowy wygląd moim strasznie zniszczonym włosom. Po czym przykryto mi głowę taką oto maszyną parującą. Ma to jakąś nazwę? Dostałam też kawę i ciastka ;) Do każdego stanowiska podłączony był też iPod, gdzie wyświetlano różne klipy i filmy. 

Tutaj, po kolejnym myciu ;P Czas na strzyżenie. Tej czynności bałam się najbardziej ;)
Ale najwidoczniej stylistka, też się bała, bo postanowiła podciąć mi tylko końcówki o jakiś centymetr mimo, że powiedziałam, że może ciąć ile chce. Przeważnie spotykałam się z odwrotną sytuacją. Prosiłam o podcięcie końcówek a wychodziłam z włosami do ramion. 

Tutaj efekt, po wysuszeniu włosów. Może na zdjęciu aż tak dobrze nie widać, ale włosy naprawdę wyglądają o niebo lepiej. Są miękkie i błyszczące a rozdwojone końcówki zniknęły.

Lokówki w ruch!


Yay~~ Gdyby tylko pozostały na zawsze!! *_*

Po lewej efekt mojego zaniedbania ;P Po prawej efekt jednego zabiegu nałożenia treatmentu w połączeniu z parą.

Tutaj po prawej efekt końcowy. 


Podaje też adres w razie, jakby ktoś mieszkający w Korei poszukiwał fryzjera, gdzie nie boją się przyjąć obcokrajowców ;)

대흥역 2번출구. Daeheung station, exit 2. Salon jest zaraz przy wyjściu z metra, więc bardzo łatwo go znaleźć.

Jestem ogólnie zadowolona z wizyty. Bardzo miła obsługa. Nie popaliły mi włosów, czego się trochę obawiałam. Nie obcięły mnie za krótko, co mi się u fryzjera po raz pierwszy zdarzyło. Kolor wyszedł bardzo naturalny, no i po treatmencie włosy są odżywione i wyglądają na zdrowe. Nie wiedziałam, że jedna wizyta może zdziałać aż tak wiele.

A Wy często odwiedzacie salony fryzjerskie? Czy też macie niemiłe wspomnienia i raczej omijacie szerokim łukiem? :) Ja zachęcona pozytywnym efektem z pewnością jeszcze się tam wybiorę :)

Pozdrawiam, J ;)



8 komentarzy:

  1. Faktycznie różnica niesamowita :) Świetny kolorek i fryzura :) a jeśli można zapytać ile taka wizyta kosztuje w Korei?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie ceny roznia sie w zaleznosci od dzielnicy i salonu. Ja akurat zaplacilam jakies 700zl :( z 300 zl kosztuje sam zabieg parowy z treatmentem. Troche drogo, dlatego postanowilam, ze bede teraz dbala o wlosy bardziej ;P Raczej nie moglabym sobie pozwolic na takie wydatki raz w miesaicu.

      Usuń
  2. Ja mam cudowną fryzjerkę po sąsiedzku, która bierze naprawdę grosze (15-20zł) za strzyżenie z myciem i modelowaniem, a zawsze fryzura wychodzi taka jak jej powiem ^^

    OdpowiedzUsuń
  3. O matko bosko! 700 zł - w życiu tyle za fryzjera nie dałam :D Fajnie ożywili Twój kolor i widać że poprawili kondycje włosów. Niemniej cena powala (jak na warunki w PL).

    OdpowiedzUsuń
  4. Niesamowita metamorfoza włosów - super wyglądasz :) chyba muszę opowiedzieć mojemu fryzjerowi o tych "ochraniaczach" na uszy ;) pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jeśli chodzi o cięcie-ok. Ale nigdy nie zdarzyło mi się iść do fryzjera na koloryzację i wyjść od niego zadowolona. Dlatego od dawna włosy farbuje mi koleżanka w domu :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. To, pod co Panią ,,włożyły" nazywa się Sauną fryzjerską :) Ma ona za zadanie wprowadzić cenne składniki odżywcze z preparatu, który został naniesiony na włosy. W najnowszych wersjach wspomagany jest ozonem :)
    A jeśli chodzi o koloryzację...Rozumiem klientów i ich obawy, ponieważ to wszystko jest uzależnione tylko i wyłącznie od Naszej wiedzy. Jeśli fryzjer ma małą wiedzę na ten temat, krótko mówiąc - spartoli włosy jak nic.


    P.S. Jestem fryzjerką :)

    OdpowiedzUsuń