sobota, 27 lipca 2013

Przerażające seulskie metro

Już na fanpage'u pisałam kilka historii, jakie mnie w metrze spotkały, ale wczoraj to była jakaś przesada., że aż postanowiłam napisać post o seulskim metrze ;)


Suwon- tu jeszcze nie zainstalowano Screen Doorów, czyli szklanych drzwi
uniemożliwiających zdesperowanym pasażerom rzucić się pod metro.


Tutaj z zainstalowanymi Screen Doorami


Puszka sardynek

Godzina 17:45. Pora, kiedy wracają do domu wszyscy ci szczęściarze, którzy nie musieli zostać na nadgodziny. Weszłam, a raczej wcisnęłam się do środka "jedynki". Jestem otoczona z każdej strony lepiącymi się od gorąca i wilgoci w powietrzu Koreańczykami. Myślę sobie, że nie wytrzymam, że muszę wysiąść. Ale już nie ma odwrotu. Po co Ci ludzie dalej się wpychają- myślę sobie- nie wolą poczekać 5 minut na następne i móc mieć komfort oddychania swobodnie? Ale najwidoczniej lubią to, ocieracze jedni... Nie mam się czego złapać, jakiś dziadek obok mnie już czterdziesty raz walnął mnie niechcący w głowę, wielka dziewczyna stojąca przede mną uwaliła się na mnie całą swoją masą i nadepnęła mi na stopę. Wchodzi jakiś Adżossiak w garniturze, na stopach kładzie mi swoją teczkę, robi szeroki krok dla utrzymania równowagi, sprawiając tym samym, że muszę stać na palcach, bo nie ma już miejsca. Sindorim. Dużo ludzi wysiadło. Teraz mogę oprzeć się o ścianę. Jakiś student obok mnie wyjmuje z plecaka rozkładane krzesełko i siada pośród tłumu. Babcia z wygolonymi brwiami i nienaturalnymi kreskami narysowanymi pomarańczowo brązową kredką bez słowa poprawia mi bluzkę, najwidoczniej stwierdziła, że mam za duży dekolt. 18:40. Przeciskając się w stronę wyjścia wysiadam. Jestem bardziej zmęczona samą podróżą niż byciem cały dzień w biegu.

Wtedy jeszcze mogłam podnieść rękę i zrobić zdjęcie. Potem zrobiło się o wiele gorzej.




Merto- market.

'Dzień dobry! Witam szanownych Państwa. Czyż nie jest dzisiaj gorąco? Mimo klimatyzacji w metrze, dalej się Państwo pocą? No to mam dla Państwa wspaniałą wiadomość! Dzisiaj wachlarze, wspaniałe wachlarze za grosze. Takie wachlarze w galeriach handlowych kosztują przynajmniej z 70zł, u mnie mogą je Państwo nabyć za jedyne 2000won (około 3zł) za mały i 3000won za duży. Proszę zobaczyć, ten wachlarz się nie psuje (tutaj bierze wachlarz i gniecie go, po czym wachlarz wraca do swojej początkowej postaci)'.

'Klej! Koreański klej, wyprodukowany w Korei nie w Chinach. (Krzyczy koleś z deską w ręku, do której przyklejony jest kamień, obcas od buta, kieliszek do soju, jakiś plastik, lustro itp). Po co wywalać buty, gdy się rozkleją? Ten klej sklei wszystko! Materiał, szkło, metal, plastik, wszystko! Ten klej sprawi, że Pańskie życie będzie jeszcze wspanialsze, będą Państwo szczęśliwsi...' Ktoś by pomyślał, że nie wiadomo jaki on klej sprzedaje xD

'Śmierdzi Państwu z szafy?? Mam coś dla Państwa! Pachnące kartoniki! Zapach utrzymuje się do sześciu miesięcy! Tak naprawdę, to utrzymuje przez rok, ale tylko mówię, że przez pół roku haha. Normalna cena to 10.000won (30zł) za jeden kartonik, ale ja Państwu oferuję trzy w cenie 1000won (3zł). Kartoniki o zapachu akacji, Kenzo 'Rose' i (no właśnie był jeszcze jeden, ale nie pamiętam xd).'

Codziennie podczas podróży metrem widzę przynajmniej z pięć osób sprzedających coś, czy to ręczniki, które jak sobie położymy na szyi, to poczujemy chłód, czy parasolki i na deszcz i na słońce, czy torebkę 'nerkę' do której się zmieści wszystko, płyty CD... Po prostu wszystko;) Jest to nielegalne, ale wciąż praktykowane. Ponoć zarabia się na tym całkiem sporo kasy. Już tak do tego przywykłam, że nie zwracam nawet uwagi ;)

Pan sprzedający parasolki i pelerynki na deszcz
oraz pani sprzedająca jak ona to mówiła "Lodówkowe przewiewne spodenki"



Co łaska

Metro jest też jednym z miejsc, gdzie często można spotkać żebraków. Można ich podzielić na trzy rodzaje.

1. Niewidomi
Niewidomy (czasami udawani niewidomi) idą stukając laską przez cała długość metra. Koniecznie muszą mieć przy tym włączoną muzyczkę. Nie wiem czy to jakieś radyjko, czy z telefonu puszczają, ale jest to taka specyficzna melodyjka, że już z daleka wiem, że idzie niewidomy na żebry. Zastanawia mnie tylko, jak oni to robią, że się nie przewrócą. Ja widzę, a jak przechodzę z jednego wagonu do drugiego to nie raz nie dwa się potknę.. Przy zakrętach, czy jak metro jedzie pod górkę (tak, tak, w Seulu metro jeździ i pod i nad ziemią) to już w ogóle trudno się przemieszcza.. Widocznie sztukę chodzenia z jednego końca na drugi opanowali już do perfekcji ;)

2. Niemi
Kładą podróżującym na kolanach kartki z prośbą o pomoc. Dokładnie nie wiem co tam jest napisane, bo obcokrajowcy przecież nie znają koreańskiego, to nie ma potrzeby im dawać karteczki. Po rozłożeniu w wagonie wszytskich karteczek, zbierają je  z powrotem, ale jeszcze nigdy nie widziałam, żeby ktoś dał takiej osobie pieniądze, Ba~ nie widziałam, żeby chociaż raz, ktoś taką karteczkę przeczytał. Albo odkładają je obok siedzenia, albo jakby nigdy nic jadą  nią na kolanach dopóki żebrak jej z powrotem nie weźmie.

3. Chorzy.
Ta grupa jest chyba najskuteczniejsza. Pokazują swoje chore ciała, blizny, guzy, amputowane części ciała itp. Ostatnio kobieta pod 30, z obcięta jedną nogawką od spodni ze zdeformowaną nogą stawała po kolei przed każdym i pokazywała tę nogę. Od kilkunastu osób dostała pieniądze. Patrząc po minach 'dawców', to nie otrzymała ich z litości, tylko na tzw. 'odwal się'.

To moje miejsce

Szacunek do starszych wynikający z Konfucjanizmu nie ma racji bytu w metrze. Kto pierwszy, ten lepszy. Młodzi Koreańczycy pod pretekstem bawienia się swoim smartfonem, pewnie nie czują się ani trochę winni, że nie ustąpili miejsca schorowanemu staruszkowi. Najbardziej mnie wkurza, jak jakaś młoda cizia biegnie, żeby zdążyć usiąść przed dziadkiem o kulach. Bardzo rzadko zdarza się, że ktoś komuś ustąpi miejsce. Zawsze jak ustąpię komuś miejsca, to dziękuje mi w taki sposób, jakbym odnalazła jego zaginione dziecko. I jeżeli wysiada przede mną, to trzyma dla mnie to miejsce ;) Bardzo rzadko, ale za każdym razem jak ktoś ustąpi starszemu, kobiecie w ciąży lub choremu miejsca, to mimowolnie na mojej twarzy pojawia się uśmiech ;)





Czasami bywa też tak pusto 


Dlaczego by sobie nie zdjąć butów?

Konurs na majwiększego wariata metra wygrywa artysta!

Upalny dzień. Taki, w którym mogłabym cały dzień spędzić w lodówce albo w wannie wypełnionej kostkami lodu. Ale muszę jechać. Oczywiście nie ma miejsca, stoję. Nagle do przedziału wchodzi jakiś koleś pod czterdziestkę, z włosami do ramion, ubrany cały na biało. Kładzie przed sobą lnianą torbę i mówi:
"Dzień dobry, mam na imię XYZ. Teraz zaśpiewam piosenkę, piosenkę pt. 'Lato'". No i śpiewa. 'Laaaaatoooo, to pora dla młodych, laaaato, to pora dla zakochanych, laaaaaato'. Po zakończeniu, jeszcze raz się przedstawia i prosi o oklaski. Ku mojemu zdziwieniu, Koreańczycy, którzy w 99% ignorują takie akcje, zaczęli klaskać. Po czym koleś podnosi torbę i mówi, że opłata za koncert to 100 won od osoby XD Hahahahah myślałam, że walnę. Opłata za koncert XD Najlepsze, że ludzie zaczęli wyciągać portfele. Widziałam go dwa razy. Dwa razy śpiewał piosenkę 'lato' ;) Zawsze wychodził z torbą pełną monet ;).
Jeszcze na koniec, sami zobaczcie, jaki koleś rewelacyjny wybrał repertuar xD

http://www.youtube.com/watch?v=zxz0dlHkhDk



Myślę, że o metrze jeszcze nie raz, nie dwa skrobnę ;)


Pozdrawiam, buziaczki ^^
J.

5 komentarzy:

  1. kapitan kimczak27 lipca 2013 05:15

    Az zatesknilem za tym miejscem :))) Chyba czas pojechac na wakacje

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oh! sam Pan kapitan czyta xD wpadaj, tylko, ze ja juz nie umiem pic XD

      Usuń
  2. Niesamowicie mnie rozbawił ten wpis. Lodówkowe spodenki,kartoniki o zapachu akacji Rose xD, no i laaaaatooo, laaatoooo... Ciekawa jestem, czy chociaż ładnie śpiewał, sama piosenka mnie nie porwała. ;)
    Tokio jest niestety tak samo zatłoczone, na szczęście rzadko jeżdżę w godzinach szczytu, kiedy jest naprawdę źle, ale poziom zatłoczenia jak na tym zdjęciu, kiedy jeszcze dałaś radę podnieść rękę ;), to właściwie norma na ludniejszych odcinkach... Też nie ustępuje się miejsca, nawet jak ktoś młody i (na oko) zdrowy siedzi na wyznaczonym dla chorych, starych i dzieciatych siedzeniu. Tylko w Japonii na szczęście nikt nic nie sprzedaje i nie żebrze, i po tym wpisie widzę, że powinnam być wdzięczna losowi za japońską komunikację mimo tego tłoku, bo widok żebraka jest mi w stanie bardzo skutecznie zepsuć humor wpędzajac w refleksje o różnicy dochodów, dobroczynności i uczciwości ;), a na próby sprzedania mi czegokolwiek reaguję jeszcze gorzej. Absolutnie nienawidzę takich metod sprzedaży, n i e n a w i d z ę. Najbardziej lubię kupować przez internet, kiedy nikt nic do mnie nie mówi i do niczego nie przekonuje, i nie musi mi być żal kogoś, kto dwoi się i troi, żeby coś sprzedać, a nikt, po prostu nikt nawet nie spojrzy... Ajjjjjjjj. No nienawidzę tego uczucia, no. Dobrze że Tobie udało się przyzwyczaić. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gorzej, jak ktos, kto sprzedaje cos, zna troche angielski. bo wtedy stoi przede mna 5 minut i to co przed chwila mowil po koreansku tlumaczy speclajnie dla mnie na ang xD
      No podejrzewam, ze w Tokyo jest sto razy gorzej. W Japonii bylam tylko w Kita Kyushu i tam w ogole nie bylo ludzi xD Musialabym sie kiedys wybrac do stolicy, zeby zobaczyc jak to tam jest ;)

      Usuń
    2. Aj, musiałabym się kiedyś wybrać na Kyushu! Tokio umie porządnie zmęczyć. ;)
      Boże, sprzedawcy i angielski. xD Przypomniało mi się, jak w jakimś seulskim sklepie z kosmetykami wyhaczyła mnie laska mówiąca po japońsku i polecała mi krem, powtarzając wciąż, że "to jest dobre, to jest dobre", urocze to było. :)

      Usuń