środa, 2 grudnia 2015

Mieszkaniowy koszmar rodem z Korei

Cześć ;) Znów trochę mi się poprzewracało w życiu do góry nogami i złożyło się, że muszę się przeprowadzić. Dlatego od jakichś dwóch miesięcy nie robiłam nic innego jak przeglądanie stron z nieruchomościami. Ile ja się najadłam stresu przy tym. Dlaczego? Poniżej wrzucę fotki ofert, jakie musiałam przeglądać.

Pamiętam, jak na studiach zawsze się narzekało, że właściciel mieszkania chce kaucję o wysokości jednego lub nawet dwóch czynszów. Przeważnie to było jakoś 1500- 2500zł. Do tego mieszkało się ze znajomymi, co oznaczało, że i na kaucję i na czynsz się składało. Z tego co pamiętam, chyba nigdy nie zapłaciłam za kaucję więcej niż 500zł.

Jak to wygląda w Korei? Są tzw. pokoje bez czynszowe ale w zamian płacić musimy bardzo wysoki czynsz. Kaucje natomiast, te najniższe są w okolicach 11 tys. złotych. I nie mówimy tu o mieszkaniu, tylko o pokoju. Fakt, że jest to oddzielny pokój z łazienką i aneksem kuchennym ale ja nie nazwałabym tego nigdy mieszkaniem, a nawet kawalerką. Są to takie pokoiki po ok. 17 metrów, przeważnie już umeblowane, przeważnie w bardzo złym guście. Nie ma mowy o swobodzie. Dla takiej mnie, która przyzwyczaiła się do mieszkania w wielkiej, wysokiej kamienicy, z oddzielną kuchnia, balkonem itp. to zdecydowanie zbyt mała klitka, żeby nazwać ją domem. Ale cóż zrobić skoro ceny mieszkań w Korei są takie kosmiczne.

Postanowiłam przeznaczyć na kaucję około 20 000 zł a na czynsz z jakieś 1500-1800 zł. Zobaczcie kilka ofert, które mi zaproponowano :P



Tutaj macie niby spoko pokój. Wygląda na wielki, jak na koreańskie standardy. 
Niestety tylko tak wygląda. Do zrobienia zdjęcia użyty został obiektyw, 
który objął cały pokój na jednym zdjęciu (pokoiki są tak małe, że nie da się z jednego końca pokoju objąć na jednym zdjęciu całości :P) robiąc go przy okazji 100 razy większym niż jest w rzeczywistości. 


No i tutaj jedna z moich ulubionych dizajnerskich szaleństw. TAPETA. Dlaczego? Dlaczego nie można po prostu pozostawić ścian białych? Dlaczego koniecznie jedna z nich musi być albo w jakieś kwiatki, albo w jakieś obleśne szlaczki czy inne tragiczne rzeczy?



Tutaj ściany były ok ale za to drzwi do łazienki z szyby. Ja zdaję sobie sprawę, że Koreańczycy nie odwiedzają się w domach, że raczej umawiają się na mieście, i że takie pokoiki są przeznaczone dla mieszkania w pojedynkę. ALE! Przecież może się zdarzyć, że ktoś mnie odwiedzi i co? Mam trzymać aż sobie pójdzie? Albo prosić, żeby się odwracał w drugą stronę jak idę siku?


Tutaj w ogóle cała łazienka została wbudowana w pokój tanim kosztem. Widocznie, ktoś potrzebował gotówki i jakieś pomieszczenie przemienił we w miarę nadający się do mieszkania pokój. Właściciel nie skusił mnie nawet darmową telewizją z telewizorem w pokoju. O NIE!


Kolejna moja ulubiona nowinka- lodówka na środku pokoju! WOW! Wiem, że te pokoje są tak małe, że za bardzo nie ma jej gdzie włożyć. Ale ja na pewno nie będę miała u siebie lodówki w formie mebla!


Tutaj przedstawiam Wam ogromne okno na cała ścianę, które i wywietrzy lepiej niż balkon no i zapewni dostateczną ilość światła słonecznego niezbędną do prawidłowego (w miarę nie-depresyjnego) funkcjonowania. Mieszkałam jakiś czas w pokoju bez okna i uwierzcie mi! Nigdy więcej! Cały czas chodziłam zdołowana, zaspana, zmęczona i niechętna do robienia czegokolwiek. Teraz jednym z najważniejszych elementów przy wyborze mieszkania jest właśnie opcja z dużym oknem.


Jeżeli chodzi o okna, to tutaj mój zdecydowany faworyt : P



Ten pokój się całkiem dobrze zapowiadał. Może i mały, ale miał balkon. Może i kafelki do wymiany i ściany do malowania ale myśl o możliwości wypicia kawy na balkonie latem jakoś tak pozytywnie mnie nastrajała. No ale niestety. Po pierwsze śmierdziało tam tak, jakby przez ostatnie pięć lat ktoś tam składował śmieci. No i...


Pralka znajdowała się na balkonie. Jakoś nie wyobrażam sobie robienia prania zimą albo w deszczowe dni... A pokój zbyt mały, żeby pralkę do środka włożyć...


Ale nie tylko pralki były na balkonie. Tutaj moi drodzy, przepiękna łazienka na 'werandzie'. Tak oto to pomieszczenie zostało przez właściciela nazwane. To było chyba pierwsze mieszkanie, przy którym już się rozpłakałam z bezsilności. Ale cóż, idźmy dalej~!


Nie wiem jak Wam, ale mnie się strasznie podoba. o.O Oto jaką cenę się płaci za możliwość mieszkania w troszkę większym mieszkaniu niż 17-19 metrów.


Po miesiącu szukania stwierdziłam, że ok, może być trochę brzydkie, to sobie je pomaluję, troszkę zainwestuje i odnowię. Ale tutaj musiałabym chyba wydać miliony, których nie posiadam, żeby to miało ręce i nogi : P

Poniżej jeden z moich faworytów!


No, nieźle się zapowiada!


W ofercie nie było napisane nic w stylu "idealna miejscówka dla seryjnych morderców".


Ja na miejscu właściciela nie wrzucałabym tych fotek do ogłoszenia : P


Yesss! Wreszcie drzwi wejściowe!

Tę fotkę również mógł sobie podarować. W ogóle powinien lekko spuścić z ceny skoro chce znaleźć lokatora...


 Kuchnia all- inclusive~!


Jak widać nie trzeba nikomu prysznica. Jest kran, można się w misce kąpać.


Właściciel tego mieszkania albo się nie rozeznał w temacie, albo poważnie szuka jakiegoś psychopaty, bo kto normalny wziąłby to mieszkanie za taka cenę?


Kolejne zdjęcia z serii "idealne mieszkanie dla nowożeńców".


Najważniejsze, że są panele!



Czy podłoga to najatrakcyjniejsza część tego mieszkania?




Czy tylko mnie to odstrasza?






Poniższe zdjęcie jak dla mnie jest mega creepy. Wow. Jestem pod wrażeniem stylówy. Ciekawa jestem, kto tam mieszka xD


Ostatnie dwa zdjęcia przedstawiają tzw. 'officetel'. Coś jakby akademik. Jest czysto, wszystko nowe, na parterze dozorca. Mieszkają tu przeważnie pracownicy firm, które znajdują się w pobliżu. Standard jest wysoki ale pokój jest mały jak na taką cenę. Plusem jest to, że wszystko jest zadbane. Nowa pralka, lodówka wbudowana w szafę, pełno miejsca na ubrania, całkiem przyzwoita łazienka.



To, że na zdjęciu pokój jest jasny, wcale nie oznacza, że tak jest w rzeczywistości. Byłam oglądać ten pokój i za dnia było ciemno jak... Wyjrzałam przez okno i zobaczyłam drugi wieżowiec tuż obok. Nic dziwnego, że światło słoneczne tu nie dochodzi. Oczywiście pokój o wiele mniejszy niż na zdjęciu widać. Wprawdzie był najbardziej zadbany ale jednak się nie zdecydowałam. Źle czułabym się w takim 'akademiku'.


Szukanie w necie nie przyniosło dobrych efektów, więc zdecydowałam się iść do biura nieruchomości. Mówię kobiecie cenę, i że fajnie by było, jakby to nie była jakaś klitka. Po czym dodałam, że ma być w miarę zadbany. Ona mi na to, że jak zadbany, to będzie mały. To mówię, że już wolę mały tylko, żeby nie był jakąś porażką.
Wsiadamy w jej samochód i jedziemy oglądać pokoje. Pierwszy, nie wiem ile miał metrów ale materaca nawet bym tam nie włożyła. Do tego gdzieś mnie wywiozła na drugi koniec dzielnicy. Mówi, że super zadbany i duży, jak na tę cenę. Mówię, że się zastanowię i jedziemy oglądać inne. W drugim jeszcze mieszka ktoś. Dzwonimy, mówimy, że chcemy mieszkanie oglądać. Otwiera jakiś młody chłopak. Z mieszkania wydobywa się straszliwy odór, to chyba zwłoki, bo co innego może tak walić? A on jeszcze sobie kolację w tym smrodzie je. Z miejsca mówię, że nie. Laska, żebym się chociaż rozglądnęła. Nie ma mowy, że zrobię chociaż krok dalej w głąb tego mieszkania. Jedziemy dalej. Zobaczyłam jeszcze trzy tragiczne rudery. Żałuję, że nie zrobiłam zdjęć, żeby Wam pokazać. Jeżeli to były te mniejsze ale ZADBANE pokoje, to co ona rozumie poprzez większe i mniej zadbane? Powiedziałam lasce, że się jeszcze zastanowię i dam znać następnego dnia, czego nigdy nie zrobiłam. Do dzisiaj wysyła do mnie smsy, żebym przyszła bo ma jeszcze inne super mieszkanka do pokazania.

Trochę miałam nerwówki przez to mieszkanie. A muszę dodać, że teraz przeniosłam się na tańszą dzielnicę. Na Gangnamie za taką cenę to chyba właśnie tylko pokój 2m2 bez okna można znaleźć. Tragedia.

W każdym razie udało mi się znaleźć mieszkanko, które jest całkiem spoko. Jak ja się cieszę, że mam ten koszmar za sobą. Jak się trochę urządzę, to pokażę Wam fotki. Jest małe ale całkiem dobrze mi się tu mieszka ;)


Pozdrowienia z nowego mieszkania ;)
Buziaczki, pa! J.

niedziela, 29 listopada 2015

Moja pierwsza wizyta u fryzjera w Korei.

Z racji, że jeszcze nigdy nie wyszłam od fryzjera zadowolona, to unikam go jak ognia. Ale tym razem coś mnie wzięło i postanowiłam pójść sprawdzić czy koreański fryzjer też zrobi mi tragedię z włosów czy może będzie całkiem git.

Ostatni raz byłam w takim salonie może z siedem lat temu. Przez ten czas sama się obcinałam czy też farbowałam. Przez ostatnie kilka lat w ogóle nic z włosami nie robiłam, wróciłam do swojego koloru i tylko co jakiś czas podcinałam końcówki.

Ok, zobaczmy co tam zrobili mi na tej głowie. Niestety fotki z komórki nie oddają dokładnie efektu końcowego ;(

Tutaj moje naturalne, strasznie zaniedbane włosy. Przez ostatni rok nie miałam czasu nakładać na nie odżywki i oto taki efekt ;/

Żeby uszka się nie pobrudziły ;>

Powiedziałam, żeby robiły, co tylko chcą z moimi włosami. Postanowiły (były ich aż trzy!!) rozjaśnić mi końcówki i zrobić kilka pasemek.

Z racji, że mam o wiele cieńsze włosy niż Koreanki, w obawie, że się popalą już po chwili po nałożeniu farby zmyły mi ją.
(Jaka fota o.O)

Tutaj nakładały jakąś maskę czy serum, po czym znów umyły mi głowę.

Okazało się, że kolor nie wyszedł taki, jaki miał być, wiec jeszcze raz farba wylądowała na mojej głowie.

Po kolejnym myciu, nałożono mi na włosy jakieś specyfikiem, które mają za zadanie przywrócić zdrowy wygląd moim strasznie zniszczonym włosom. Po czym przykryto mi głowę taką oto maszyną parującą. Ma to jakąś nazwę? Dostałam też kawę i ciastka ;) Do każdego stanowiska podłączony był też iPod, gdzie wyświetlano różne klipy i filmy. 

Tutaj, po kolejnym myciu ;P Czas na strzyżenie. Tej czynności bałam się najbardziej ;)
Ale najwidoczniej stylistka, też się bała, bo postanowiła podciąć mi tylko końcówki o jakiś centymetr mimo, że powiedziałam, że może ciąć ile chce. Przeważnie spotykałam się z odwrotną sytuacją. Prosiłam o podcięcie końcówek a wychodziłam z włosami do ramion. 

Tutaj efekt, po wysuszeniu włosów. Może na zdjęciu aż tak dobrze nie widać, ale włosy naprawdę wyglądają o niebo lepiej. Są miękkie i błyszczące a rozdwojone końcówki zniknęły.

Lokówki w ruch!


Yay~~ Gdyby tylko pozostały na zawsze!! *_*

Po lewej efekt mojego zaniedbania ;P Po prawej efekt jednego zabiegu nałożenia treatmentu w połączeniu z parą.

Tutaj po prawej efekt końcowy. 


Podaje też adres w razie, jakby ktoś mieszkający w Korei poszukiwał fryzjera, gdzie nie boją się przyjąć obcokrajowców ;)

대흥역 2번출구. Daeheung station, exit 2. Salon jest zaraz przy wyjściu z metra, więc bardzo łatwo go znaleźć.

Jestem ogólnie zadowolona z wizyty. Bardzo miła obsługa. Nie popaliły mi włosów, czego się trochę obawiałam. Nie obcięły mnie za krótko, co mi się u fryzjera po raz pierwszy zdarzyło. Kolor wyszedł bardzo naturalny, no i po treatmencie włosy są odżywione i wyglądają na zdrowe. Nie wiedziałam, że jedna wizyta może zdziałać aż tak wiele.

A Wy często odwiedzacie salony fryzjerskie? Czy też macie niemiłe wspomnienia i raczej omijacie szerokim łukiem? :) Ja zachęcona pozytywnym efektem z pewnością jeszcze się tam wybiorę :)

Pozdrawiam, J ;)



piątek, 27 marca 2015

Pstryk, pstryk. Kilka fotek zrobionych podczas moich 'podróży' z i do pracy.

Cześć ;)
U mnie nic ciekawego się ostatnio nie wydarzyło i brak mi weny do napisania jakiejś fikuśnej notki. Ale może ktoś z Was chiałby pooglądać zdjęcia z mojego codziennego (ostatnio strasznie monotonnego) życia. No to zapraszam ;) 


Na ulicach Seulu można się spotkać z mnóstwem motorów i skuterów, których właściciele nie wiem jakim cudem otrzymali prawo jazdy, bo za nic nie stosują się do zasad ruchu drogowego. Jazda po chodnikach, pod prąd itp jest tu normalką. Nawet na drzwiach taksówek i autobusów jest zawsze ostrzeżenie by rozglądać się przed wysiadaniem, bo można wpaść na motor.
Na zdjęciu pan zaopatrzony w dwa smartfony. W jednym pewnie ma włączoną nawigację a w drugim pewnie sobie pisze smsy  ;)
Do tego super wynalazek idealny na zimę- rękawiczki przyczepione do kierownicy.
W Korei dostawy jedzenia dowożone są przeważnie motorami, istnieje również usługa tzw 'quick', czyli kurier na zawołanie. W razie potrzeby dzwonisz na infolinię, zamawiasz 'quick'a' i on na motorze w 'trymiga' zawozi przesyłkę na żądany adres.

Wpadły do Seulu dwa hipstery z Poznania i tak oto się pięknie bawiliśmy. Nie wiem czy zwiedzili coś innego niż restauracje. Ja niestety przez cały ich pobyt musiałam do późna pracować. Wolne od szefa dostałam w dzień ich wylotu... Szef chyba bardzo mnie nie lubi, żeby aż tak mi na złość robić ;P

Tutaj moja lodówka. Prezenty od chłopaków i pozostałości z paczki od Rodziców na święta.
Nie martwcie się, jadam także ;) Tylko, że nie w domu ;)

Tutaj dostałam hand made tort na urodziny ;) 

Po pracy w drodze na autobus. Tak właśnie zawsze już ciemno, gdy wracam do domu ;(
Na zdjęciu 청계천 [chonggyechon]

Znalazłam na liście mp3 mojego szefa? WTF? xD

Żurek zrobiony? Zrobiony! Niestety białej kiełbasy w tym kraju brak. ;(
 Znajomym Koreańczykom albo bardzo smakował albo wręcz ich odrzucało.

씨앗호떡 [sshiat hottok]
Moja ulubiona słodka przekąska sprzedawana na ulicznych straganach. Ciasto wykonane jst z ryżu smażone na oleju. W środku miód z różnymi pestkami (słonecznika, dyni itp)

Ciężarówka z dostawą alkoholu po weekendzie ;)

Sorry za obleśną fotkę, ale jest to jedna z rzeczy, które mnie strasznie wkurzają.
Już pewnie pisałam, że w większości koreańskich toalet papier należy wywalać do kosza.
Zawsze mnie zastanawiało, co takiego trudnego jest w wyrzuceniu papieru do kosza a nie obok. To samo tyczy się podpasek itp. Parę razy widziałam też sytuację, gdzie ktoś nie trafił do kibelka, ale z kupą.
Wiem, że nikt tu nie myśli o tych, którzy będą to wszystko sprzątać, no ale 'kloc' na podłodze to już jest jak dla mnie lekka przesada ;P

Moka- pies mojego szefa. Ma 13 lat a wygląda jak szczeniak. Moka zawsze pachnie szamponem, i ma więcej ubrań niż ja ;P

Znalazłam! Coś, co smakuje jak polska bułka. Jak grahamka na dodatek! Szkoda tylko, że kosztuje 15 złotych za sztukę ;(

Moje nowe cudeńka. Rewelacyjnie nawilżające tinty o mega wyrazistych odcieniach. Z ARITAUM.

Tutaj Magic Cushion z Missha, na który jest taki szał, że sprzedają go tylko po jednej sztuce na osobę;)

Kolejna fotka ulicznego żarełka.
오뎅 [odeng]- ciastko rybne na patyku
튀김 [twigim]- smażone w czymś mąko-podobnym różności tj. słodkie ziemniaki, krewetki, warzywa, ziemniaki, jajka itp. 

I znowu odeng.

Bielenda na dobre zawitała do koreańskich drogerii. Ceny niestety odstraszają ;) ponad 100 złotych za płyn do higieny intymnej. 

Jeden z bloków niedaleko mojego domu. 

Wybrałam się do kawiarenki z psami i zatkało mnie, jak zobaczyłam, że tuż obok znajduje się restauracja z 보신탕 [bosintang] czyli zupą zrobioną z psiego mięsa. 

Psiaki były tak żywe, że nie udało mi się zrobić wyraźnego zdjęcia.

Piesek wabił się 우유 [uju], czyli 'mleko' i najwyraźniej miał ochotę na odrobinę kawy ;)

Tutaj wspominany wyżej 호떡 [hottok]
Cena takiego przysmaku to ok. 3.5 złotego

Tutaj różne koreańskie przysmaki sprzedawane na ulicy.

Pieczone kasztany ;)

Smażone rozmaitości. Znajdziemy tu między innymi ostre papryczki, grzyby, rybę, paluszki krabowe, słodkie ziemniaki i wiele innych meeeega tuczących przysmaków ;)

Może krewetkę? ;)

Albo ośmiorniczkę?

No i tutaj mamy raj na ziemi. Dodatki do ryżu. Kimchi, różne wodorosty, ogóraski, szczypiory i inne. Muszę się kiedyś nauczyć przyrządzania ich w domu ;) Jak mi się uda, to podzielę się z Wami moją wiedzą ;)



Fotki niestety robione komórką, więc jakość pozostawia wiele do życzenia.
W każdym razie mam nadzieję, że podobała Wam się taka forma posta ;) Postaram się pstrykać jak najwięcej, żeby chociaż takimi zwyczajnymi zdjęciami się z Wami dzielić ;)

Pozdrawiam, buziaczki!
J.